poniedziałek, 10 grudnia 2012

Jezioro pełne Pe(i)psi



Dni stają się coraz krótsze, co po niektórym zdarza się wstawać po zachodzie słońca, a śniegu nie ubywa. W środę mieliśmy premierowy egzamin końcowy z przedmiotu o wdzięcznej i enigmatycznej nazwie Business Administration. Oczywiście wciągnęliśmy go nosem. Życie to sztuka wyborów, zatem pisząc egzamin jednocześnie zrezygnowaliśmy do zorganizowanego wyjazdu do Laponii. Ale nic to! Pozostaje jeszcze wyjazd niezorganizowawny! 


W tak zwanym międzyczasie zahaczyliśmy o ostatni wieczór tematyczny w Tartu – wieczór azjatycki. Jak na nich przystało – jedzenie było dobre i podane sprawnie. Prezentacje o poszczególnych krajach nie trzymały już niestety tak wysokiego poziomu. Była też namiastka karaoke, origami i drobne japonki ubrane w drobne japońskie stroje.


Prawie udane wypożyczenie samochodu skończyło się na tym, że wybraliśmy się autobusem nad jezioro Pejpus (czwarte największe w Europie) do dwóch miejscowości – Mustvee i Kallaste. W pierwszym trafiliśmy na zamarzniętą rzekę (i w zasadzie zamarznięte jezioro też) tudzież targ i stragany rozstawione w lokalnym centrum kulturowym. Był też otyły pan grający na akordeonie. Atmosfera prawdziwie dożynkowa. Szybki transfer do Kallaste nie był naszym najlepszym pomysłem turystycznym, gdyż właściwie w tej miejscowości...nic nie ma :D Dlatego zmyliśmy się po 20 minutach. 
The Wanderer

Irkuck



Po drugiej stronie - Rosja

No Line on the Horizon








A w ten wtorek połamane Muse w Tallinnie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz