Dni stają się coraz krótsze, co po niektórym zdarza się
wstawać po zachodzie słońca, a śniegu nie ubywa. W środę mieliśmy premierowy
egzamin końcowy z przedmiotu o wdzięcznej i enigmatycznej nazwie Business
Administration. Oczywiście wciągnęliśmy go nosem. Życie to sztuka wyborów,
zatem pisząc egzamin jednocześnie zrezygnowaliśmy do zorganizowanego wyjazdu do
Laponii. Ale nic to! Pozostaje jeszcze wyjazd niezorganizowawny!
W tak zwanym międzyczasie zahaczyliśmy o ostatni wieczór
tematyczny w Tartu – wieczór azjatycki. Jak na nich przystało – jedzenie było
dobre i podane sprawnie. Prezentacje o poszczególnych krajach nie trzymały już
niestety tak wysokiego poziomu. Była też namiastka karaoke, origami i drobne
japonki ubrane w drobne japońskie stroje.
Prawie udane wypożyczenie samochodu skończyło się na tym, że
wybraliśmy się autobusem nad jezioro Pejpus (czwarte największe w Europie) do
dwóch miejscowości – Mustvee i Kallaste. W pierwszym trafiliśmy na zamarzniętą
rzekę (i w zasadzie zamarznięte jezioro też) tudzież targ i stragany
rozstawione w lokalnym centrum kulturowym. Był też otyły pan grający na
akordeonie. Atmosfera prawdziwie dożynkowa. Szybki transfer do Kallaste nie był
naszym najlepszym pomysłem turystycznym, gdyż właściwie w tej
miejscowości...nic nie ma :D Dlatego zmyliśmy się po 20 minutach.
| The Wanderer |
| Irkuck |
| Po drugiej stronie - Rosja |
| No Line on the Horizon |
A w ten wtorek połamane Muse w Tallinnie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz