czwartek, 30 sierpnia 2012

Ogród Botaniczny

Po kolejnym dniu wprowadzających wykładów na Orientation Course postanowiliśmy wybrać się do ogrodu botanicznego należącego do University of Tartu. Dodatkową zachętą był fakt, że dziś trafił nam się PIERWSZY słoneczny, ciepły dzień odkąd przyjechaliśmy do Estonii.

Wstęp do samego ogrodu jest darmowy, posiada on również oranżerię, do której jednak dziś się nie udaliśmy, zostawiając ją sobie na inną zimową okazję. Sam ogród okazał się szalenie przyjemnym miejscem, pełnym uroczych zielonych zakamarków. Kolejną atrakcją był staw z kaczkami i gigantyczną ilością ryb. A już kompletnie moje serce podbił jeż, przechadzający się jedną ze ścieżek i chowający się od czasu do czasu pod krzakami.

Mamy już stały internet, więc poniżej kilka zdjęć:





Jeż, którego nazwaliśmy Andrzej.


Pocieszanie smutnego niedźwiadka.



środa, 29 sierpnia 2012

Pierwsze spotkanie z Uniwersytetem

Dzisiaj zaczęliśmy nasz Orientation Course. Po dotarciu do budynku przy Vanemuise 46, zastaliśmy aulę wypełnioną po brzegi i otrzymaliśmy torby z prezentami (z ciekawszych rzeczy, w środku był starter do komórki i odblask z rodzaju tych, które dzieci w podstawówce noszą na plecakach).

O odblaskach słów kilka: okazuje się, że w Estonii noszenie odblasku po zmroku jest uregulowane prawnie. Na zdrowy chłopski rozum jest to logiczne, wszak w kraju, w którym najkrótszy dzień w roku trwa 6 godzin wypadałoby być dobrze widocznym w nocy. W każdym razie, chyba kupię sobie więcej tych odblasków, żeby mi pasowały do torebek ;)

  A tak oto wygląda odblask, który otrzymał Sebastian.

wtorek, 28 sierpnia 2012

Dotarliśmy!

Po męczących 16 godzinach w autobusie i zrobieniu ładnej rundki z tobołami wokół akademika jesteśmy na miejscu. Na internety będzie trzeba trochę poczekać, pewnie do końca tygodnia, gdyż ponieważ trzeba z papierami przeróżnymi powalczyć wpierwiej. Miasto urokliwe, choć póki co deszczowe.

Co do kogoś nie zagadam od czapy po angielsku to okazuje się Polakiem, co za naród. Nasze lokum dzielimy z Rosjanami i Gruzinami. Sami się domyślcie co to oznacza.

Edycja:
Pierwsze zdjęcie z Estonii, tuż po dotarciu do pokoju. Urokliwe. Proszę zwrócić uwagę na niedbale, ale jakże profesjonalnie ułożony na biurku papier toaletowy.



niedziela, 26 sierpnia 2012

Przeddzień

Tere!

 Ten blog powstał w celu luźnego przedstawienia wyjazdu na Erasmusa wspaniałego tandemu składającego się z mojej skromnej osoby (Sebastian Pilarczyk) i równie skromnej Małgorzaty Mroczek. Jak wiadomo, największym wyzwaniem bloggera (tfu!) jest regularność i dyscyplina. Postaramy się im podołać przez najbliższe pół roku.

Można zauważyć, że większość osób, które słyszą, że celem naszej wyprawy jest Tartu w Estonii reagują, jakby to było co najmniej tak egzotyczne miejsce, jak Sri Lanka (tyle, że pewnie gdzieś hen za kołem podbiegunowym). Tymczasem wybór tego miejsca był poprzedzony dokładną analizą  i przyprawiony odrobiną szczęścia ;)

Startujemy jutro o bandyckiej godzinie 6:15 z Dworca Zachodniego w Warszawie. Podróż autobusem przewidziana jest na 17 godzin. Nic to dla nas. Muszę przyznać, że pakowanie nigdy nie szło mi tak ciężko. Pomijając bagaż podchodzący pod 50 kg, czułem zmęczenie, hmmm, psychiczne? Tak jakbym niczym Włóczykij zapakował się w torbę i ruszył w świat nie zamierzając wracać. A przecież wrócę, bo to jest mój kraj, Polska. To tylko epizod, który zepnie klamrą część mojego życia i będzie wstępem do nowej.

Co ciekawsze spakowane rzeczy:

- żurek
- grzaniec w proszku
- sosnówka i malinówka
- analiza matematyczna w zadaniach
- plakat z Marcinem Gortatem (o ten dokładnie)

 To mój pierwszy wpis, dopiero się uczę, ale podążając tropem hasła tl;dr już skończę.