Jeszcze przed świętami udaliśmy się na świąteczny targ w Tallinnie (i zupełnie przy okazji na koncert Muse), który był w niektórych miejscach uznawany za najlepszy w Europie. Trzeba powiedzieć, że trochę na wyrost. Po pierwsze, miejsce nie odbiegało zbytnio od straganów na Krupówkach (zarówno pod względem asortymentu jak i wrażeń optycznych), po drugie, prawdopodobnie nie było sprzedawcy, który nie byłby z Rosji. Daleki jestem od ksenofobii, ale dziwna to sytuacja, gdy obcy naród rozbija sobie przed świętami targ w centrum stolicy. Sytuację próbowały ratować renifery, śnieg, mróz i ORP Orzeł.
| Renifeły |
| Zdradzeni o świcie |
Próbowaliśmy pójść śladem Roberta Makłowicza i zjeść posiłek w słynnej restauracji Balthasar, która słynie z tego, że każda potrawa (łącznie z lodami) jest podawana z czosnkiem. Niestety "nie było dla nich miejsca w gospodzie". O koncercie Muse pisałem już w innym miejscu, zatem nie ma co się powtarzać, nadmienię tylko, że był jak najbardziej udany (pomimo złamanej stopy wokalisty - fujary), a sama hala bardzo sprzyjająca koncertom (strome trybuny i dobra widoczność nawet z samego końca płyty). Hołdując zasadzie, że warto robić coś po raz pierwszy, gdy jest na to okazja, Współautorka bloga przejechała się po raz pierwszy trolejbusem. Później wyznała, że bała się o własne zdrowie podczas jazdy.
Pierwszy tydzień stycznia spędziliśmy pracowicie (albo przynajmniej próbując być pracowitymi) pisząc różne eseje, które, nie wiedzieć czemu, były od nas wymagane na zaliczenie co po niektórych przedmiotów na goszczącym nas uniwersytecie. Po tych trudnych chwilach zajęliśmy się jednak eksploracją bliższych i dalszych okolic.
Naszym pierwszym celem zostało miasto Võru. Leży ono oczywiście nad jeziorem na południu kraju i w dodatku jest stolicą "województwa", co brzmi dumnie, zważywszy, że liczy sobie jeno 14 tysięcy mieszkańców. Miasto co i rusz było przez nas porównywane do Łomży, zwłaszcza przez Gosię, która architekturę tego polskiego miasta zna bardzo dobrze z autopsji. Mieścina cicha i spokojna choć potrafi zaskoczyć. Pierwszym zaskoczeniem był pomnik ku pamięci ofiar zatonięcia statku ESTONIA w 1994. Pomnik dziwnie przypominał jeden z tych, które upamiętniają inną, późniejszą katastrofę w innym kraju.
| Źródło: http://www.voru.ee/files/Eston_uus.jpg |
| F.R. Kreutzwald - autor narodowej epopei "Kalevipoeg" |
| Owłos będzie skakał! |
Jak się nam poszczęści, to jutro podczas podróży za koło podbiegunowe uda się naskrobać coś o naszych pozostałych styczniowych podbojach.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz