Na wstępie wypadałoby przeprosić, że tak długo nas nie było, ale dopadły nas pierwsze przeziębienia, katary i ogólne niedyspozycje. Jednak po spożyciu ton grejpfrutów, witaminy C oraz innych medykamentów jesteśmy z powrotem.
Wczoraj w ramach przedmiotu "Insights to Estonian Culture" udaliśmy się do Estońskiego Muzeum Narodowego, którego siedziba znajduje się w Tartu. Zazwyczaj mówiąc "muzeum narodowe", myśli się "obrazy i rzeźby autorstwa rodzimych artystów". A tu nie ma! Estońskie muzeum ma więcej wspólnego z muzeum etnograficznym, prezentującym historię Estonii na przestrzeni wieków z perspektywy ludzi, ich zwyczajów i zachowań.
I tak nasze zwiedzanie (z przewodnikiem!) zaczęliśmy od obejrzenia rekonstrukcji chat, w których mieszkali pierwsi tubylcy, autentycznych narzędzi jakimi się posługiwali, czy strojów w jakie się ubierali. Muzeum, choć niewielkie, posiada bardzo bogate zbiory ubrań, biżuterii oraz narzędzi z każdego obszaru Estonii, których na ekspozycji można zobaczyć niestety tylko1%. Sebastianowi najbardziej podobała gablota z drewnianymi zdobionymi kuflami (był wśród nich okaz z rzeźbioną wiewiórką zamiast uchwytu).
Ostatnim elementem wycieczki było zwiedzanie pomieszczeń stylizowanych na wnętrza estońskie z okresu tuż-powojennego, lat 50. oraz 80. Meble oraz reszta wyposażenia były autentyczne i pochodziły z tamtych okresów. I to chyba był element, który mi najbardziej przypadł do gustu, bo mogłam zobaczyć jak wyglądało mieszkanie Estończyków w ostatnich. Meblościanka z lat 80. nie różniła się specjalnie od PRLowej, a całość wyglądała bardzo "swojsko". Poczułam się prawie jak u dziadków :)
Niby na drzwiach widniał zakaz fotografowania, ale jestem takim zakapiorem, że zrobiłam kilka zdjęć:
| Narzędzia. Duuużo narzędzi. |
| Elegancki strój do polowania na foki |
| Wujaszek Stalin zawsze patrzy. |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz