Od kiedy pamiętam nie zdarzyło mi się wygrać w jakimkolwiek "klasycznym" konkursie z nagrodami. Trzeba było czekać aż na wyjazd erasmusowy, żeby stało się to faktem! Nic to, że dyscypliną okazało się jakże lubiane wśród amerykańskich emerytów bingo. Ważne, że nagrody w postaci dwóch piwa i talerza z piwnymi dodatkami (chipsy i orzeszki) były realne.
Trzeba oddać cesarzowi co cesarskie i zaznaczyć, że to ta co tu ze mną czasami pisze wyciągnęła mnie do pubu przełamując mój sceptycyzm. Sama jednak nic nie wygrała. W ramach nagrody pocieszenia podzieliłem się z nią moją własną.
Poniżej dokumentacja zdjęciowa:
Biorę udział jeszcze w konkursie na najlepszy wpis na blogu, którego tytuł miał brzmieć "A day in Tartu" ale chyba nie dam rady ustrzelić dubletu.
Po miesiącu spędzonym tutaj możemy zauważyć, że odzywa się w nas obojgu duch Karola Okrasy i czerpiemy przyjemność z gotowania, a nasza współpraca w kuchni nabiera rumieńców, porządków i organizacji. Wśród dotychczasowych mniejszych lub większych osiągnięć:
- zupa z soczewicy
- zupa pomidorowa z mozzarellą
- kurczak curry
- pilaf z marchewką i morelami
- gulasz
- sos do makaronu na bazie duszonej papryki


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz